piątek, 25 lipca 2014

Gdzie kucharzy sześciu...

Może kucharki w większym gronie - jak to baby ;) - mają problemy z dogadaniem się, jednak sześciu Chef'ów to zestaw idealny. Zwłaszcza, kiedy na wspólne gotowanie zdecydują się Grzegorz Łapanowski (ambasador Trzech Znaków Smaki), Robert Harna (Warszawska Akademia Kulinarna), Tomasz Trąbski (Concordia Taste), Tomasz Hartman (Szajnochy 11), Łukasz Toczek (Metamorfoza) i Tomek Woźniak (Kitchen Restaurant). A to nie wszystkie plusy dodatnie - bo gotowali z polskich produktów z eurojskimi znakami jakości w magicznych ruinach zamku w Janowcu.



środa, 23 lipca 2014

Trzy Znaki Smaku

Wiecie lub nie, ale ostatni weekend spędziłam przepysznie na podróży śladem Trzech Znaków Smaku. W związku z tą podróża szykuje się kilka przepysznych postów, ale abyście mogli się nimi cieszyć w pełni, postanowiłam Wam przybliżyć te oznaczenia. Potraktujcie ten post jako małą rozbiegówkę :)



Trzy Znaki Smaku, czyli europejskie oznaczenia produktów wysokiej jakości, produktów tradycyjnych i regionalnych, to nie "ekościema" czy oznaczenia typu "laur naiwnego konsumenta" - proces rejestracji trwa bardzo długo, jest skrupulatny i wymagający. Warto poznać te oznaczenia, bo produkty, na których znajdziecie te grafiki są NAPRAWDĘ NAJWYŻSZEJ JAKOŚCI. 

środa, 16 lipca 2014

Blogerchef - Grande Finale!

Za chwilę miną dwa tygodnie od finału II edycji konkursu Blogerchef, a ja dopiero znalazłam chwilkę, by ogarnąć zdjęcia  i napisać parę słów. W tym roku wygrałam V półfinał, i jako ostatnia weszłam do finałowej piątki. Miejscem ostatecznego starcia blogowych tytanów był hotel Windsor w Jachrance. Ogromna posiadłość, złote klamki, marmury, kryształy, kolumny, plafony, fontanny, rzeźby, reprodukcje znanych malarzy wszystkich epok - na bogato i z przytupem, coś jakby późne rokokoko, czy pałac cygańskiego króla ;) Obsługa była bardzo miła i pomocna, a teren hotelu, z lasem, położony nad zalewem jest urzekający. Zaraz po przbyciu na miejsce zaczęłam myszkowanie w składnikach i obmyślanie planu działania. Byłam mile zaskoczona tym, jak wielu blogerów przyjechało, by towarzyszyć nam w tych kulinarnych zmaganiach. Wielki Finał wystartował!



środa, 21 maja 2014

Blogerchef po raz drugi

Rok temu wzięłam udział w V półfinale pierwszej edycji konkursu BlogerChef. Konkursowe gotowanie i pozostałe atrakcje odbywały się w restauracji Dworek New Restaurant, której szefuje przewodniczący jury - Mirek Drewniak. Konkursowy weekend był wspaniały, pełen wrażeń, ciekawych przepisów, nowych przyjaciół... a jednocześnie zakończony spektakularną porażką: dania bez soli, bez smaku, generalnie w 100% nie tak ;)




W tym roku, przyznaję, do udziału w półfinale BlogerChefa - znów piątym - nakłoniło mnie zdjęcie cudownego hotelu, w którym miał się odbyć konkurs. I dzięki ci boziu za moje krnąbrne usposobienie i pragnienie pławienia się w luksusach SPA hotelu Zamek w Lublińcu, bo wygrałam ten półfinał!

niedziela, 13 kwietnia 2014

#100tastydays

Podjęłam wyzwanie #100happydays - to "zabawa", w której przez sto dni z rzędu trzeba znaleźć coś, coś co sprawiło nam radość. Dziś dzień 29. i powiem Wam, że to działa, zmienia troszkę podejście do codzienności. Na początku to męczące - zastanawiałam się nad tym, co mogłabym opublikować jako "happy day", czasami było ciężko - deszcz leje, odbębniasz nadgodziny, głodny, z bólem głowy, i weź się ciesz. Ale teraz jest odwrotnie - nie zastanawiam się co by tu umieścić, nie myślę o tym. Za to w niektórych momentach pojawia się myśl "o kurcze, ale to fajne!".


A może by tak zrobić odpowiednik dla łasuchów? Dla smakoszy, pasjonatów, foodies, ludzi celebrujących każdy posiłek? I tak wrzucamy zdjęcia tego co jemy na insta i facebooka, może więc każdego dnia otagować coś wyjątkowego #100tastydays? Wino, pyszną sałatkę, idealnego steka, pierwszą w roku truskawkę smakującą truskawką? Bawicie się ze mną? ;)

wtorek, 8 kwietnia 2014

Niezłe ziółko!

Po odwiedzeniu kolejnych knajpek i restauracji polecanych przez Warsaw Insider, stwierdziłam, że całkiem mamy podobny gust, więc jeśli nie mam pomysłu na "coś nowego", przeglądam ich stronę. Tak w ostatni weekend trafiłyśmy do Niezłego Ziółka. Wnętrze jest jasne, przytulne i niezobowiązujące - takie prawdziwie wiosenne. Ładne detale w jasnym drewnie i kolorze miętowym, kredens ze smakołykami - wszystko przyjemnie współgra. Oprócz kilku stolików, jest też antresolka i długa lada przy oknie. Już w drzwiach przywitał nas uśmiechnięty (zapewne) właściciel. Pierwszy został obsłużony oczywiście nasz gwiazdor - Borysek. Ta najsłodsza na świcie psina na zawołanie prezentuje swoje cyrkowe sztuczki, wyłudzając pieszczoty i smakołyki. Niezłe Ziółko kocha psiaki tak bardzo, że poza obowiązkową miseczką wody, w swojej ofercie mają psiastka wypiekane w Psiastkarni - cóż za genialna nazwa!!