Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 kwietnia 2016

Szpik wołowy


Szpik kostny nie bez powodu nazywany jest przez kucharzy masłem bogów. To chyba najzdrowszy, bardzo wartościowy tłuszcz zwierzęcy. Jest wysokokaloryczny i bogaty w łatwo przyswajalne żelazo,  fosfor, aminokwasy, witaminy, mikroelementy oraz kwasy omega-3. Ale przede wszystkim jest naprawdę pyszny. Sosy i buliony przygotowane własnie na kościach szpikowych - wołowych lub cielęcych - zyskują głębszy, bogaty smak. Można nim zastąpić właściwie każdy tłuszcz - po prostu wrzućcie go na patelnię i poczekajcie, aż się cały wytopi. Spróbujcie przygotować na nim - zamiast oliwy czy masła - klasyczne risotto.. Gwarantuję, że będziecie zachwyceni subtelnym wołowym aromatem, którego mu doda. Możecie puścić wodze kulinarnej fantazji - dzięki szpikowi wasze dania przeniosą się na wyższy poziom ;)
Jak go wydobyć z kości? To bardzo proste! Kupując kości szpikowe u rzeźnika, poproście, żeby przeciął je na pół, albo na trzy kawałki. Szpik powinien dać się po prostu wypchnąć z kości palcem, albo końcem drewnianej łyżki. Jeśli stawia opór możecie wyciągnąć go nożem. Jest też metoda dla wytrwałych, która pozwala wydobyć 100% szpiku, jednak wymaga czasu. Kości wkładamy do wody z rozpuszczoną czubatą łyżką soli. Powinny odstać przynajmniej 24 godziny. W tym czasie powinniśmy 2-3 razy wymienić wodę.  Po takiej kąpieli szpik praktycznie wypada z kości jako jeden ładny kawałek. Wtedy pozostaje nam już tylko zastanowić się, jakie danie nim wzbogacimy. 

fot. Zjem to

czwartek, 31 marca 2016

Ossobuco


Ossobuco, znaczy po prostu "kość z dziurką". Nazwa bardzo pasująca, bo to jedyne co zostaje na talerzu ;) To jedna z najbardziej znanych włoskich potraw, zaraz po makaronach i pizzy oczywiście. Duszona w winie i warzywach gicz cielęca jest tak miękka i delikatna, że można jeść ją łyżką. W tej wersji również goleń wołowa wychodzi wspaniale, a jest dużo tańszym mięsem, spokojnie możecie jej użyć, Wymaga jednak dłuższego gotowania. Ossobuco przygotowujemy w żeliwnej brytfance w piekarniku, ale możecie je po prostu ugotować w garnku, na niewielkim ogniu. Przed gotowaniem upewnijcie się też, czy macie w kuchni kawałek sznurka.
Nieodłączną częścią dania, cudownie dodającą świeżości i podkreślającą smak mięsa jest gremolata - mieszanka czosnku, cytryny i pietruszki. Danie możemy podać z pure ziemniaczanym, kremową polentą, kaszą... pasuje właściwie do wszystkiego. Idealna propozycja na rodzinny obiad albo romantyczną kolację. 


Składniki:
  • 4-6 plastrów giczy cielęcej (lub wołowej)
  • 3 marchewki
  • 3 łodygi selera naciowego
  • 2 cebule
  • puszka pomidorów lub 2 duże w sezonie
  • 6 ząbków czosnku
  • 2 liście laurowe
  • duży pęczek natki pietruszki
  • 2 łyżeczki otartej skórki z cytryny
  • 2 szklaki bulionu cielęcego (może być drobiowy)
  • 2 szklanki białego wina
  • oliwa z oliwek lub masło klarowane


Kawałki mięsa obwiązujemy ściśle sznurkiem po obwodzie plastra. Dzięki temu mięso pozostanie w jednym kawałku w trakcie smażenia, i uda nam się ładnie przenieść je do brytfanki. Oprószamy je solą i pieprzem i smażymy na dobrze rozgrzanej patelni, na 2 łyżkach oliwy lub masła klarowanego. Na raz na patelni umieszczamy 2-3 kawałki, i smażymy je około 5 minut z każdej strony. Mają mieć ładny, brązowy kolor. Obsmażone gicze odkładamy na półmisek. Po usmażeniu wszystkich kawałków, na patelnię wlewamy 1/2 szklanki wina. Zdrapujemy z patelni cały "smak" pozostały po smażeniu mięsa, czekamy aż wino się zagotuje, i przelewamy je do brytfanki.

środa, 19 listopada 2014

Stek w kąpieli maślanej

Jeśli jesteś na diecie - natychmiast przestań czytać ten post! ;) Jeśli nie znajdujesz żadnych przeciwwskazań, zabieram Cię dziś w podróż do raju umami. Bardzo lubię steki z antrykotu, bo są idealnie poprzerastane cienkimi niteczkami tłuszczu, dzięki którym mięso jest miękkie i soczyste. Po usmażeniu czy grillowaniu mięso powinno nabrać ciepła w piekarniku, tym razem jednak zamiast wkładać do pieca, zafundujemy mu ciepłą maślaną kąpiel. Efekt naprawdę wart grzechu! Mięso nie nasiąka tłuszczem, ale nabiera wspaniałego maślanego posmaku, z wyraźną nutą sosu sojowego. Pozostaje przy tym niesamowicie soczyste i delikatne.

Składniki:

  • steki z antrykotu, po jednym na głowę
  • kostka masła
  • szalotka
  • sos sojowy
  • świeży tymianek
  • 2 ząbki czosnku
  • pieprz czarny



Zacznijmy od podstaw. Stek, to porządny kawał mięcha, nie kroimy więc wołowiny w cienkie plastry, jak na schabowy. Każdy kawałek powinien być grubości PRZYNAJMNIEJ dwóch palców. Mięso oprószamy czarnym pieprzem, najlepiej świeżo zmielonym, i wrzucamy na bardzo mocno rozgrzaną patelnię. Antrykot jest fajnie poprzerastany tłuszczykiem, który szybko zacznie się wytapiać, także nie potrzebuje dodatkowego na patelni. Jeśli macie ochotę, możecie przed smażeniem delikatnie "maznąć" go oliwą z oliwek. Jeśli mamcie taką możliwość smażąc steki starajcie się mieć na patelni tyle samo pustego miejsca, ile zajmuje mięso. Wtedy obracając je na drugą stroną kładziemy je na świeżą, mocno rozgrzaną powierzchnię - w miejscu, w którym przed chwilą leżał stek, oddała mu część swojego ciepła.

środa, 16 lipca 2014

Blogerchef - Grande Finale!

Za chwilę miną dwa tygodnie od finału II edycji konkursu Blogerchef, a ja dopiero znalazłam chwilkę, by ogarnąć zdjęcia  i napisać parę słów. W tym roku wygrałam V półfinał, i jako ostatnia weszłam do finałowej piątki. Miejscem ostatecznego starcia blogowych tytanów był hotel Windsor w Jachrance. Ogromna posiadłość, złote klamki, marmury, kryształy, kolumny, plafony, fontanny, rzeźby, reprodukcje znanych malarzy wszystkich epok - na bogato i z przytupem, coś jakby późne rokokoko, czy pałac cygańskiego króla ;) Obsługa była bardzo miła i pomocna, a teren hotelu, z lasem, położony nad zalewem jest urzekający. Zaraz po przbyciu na miejsce zaczęłam myszkowanie w składnikach i obmyślanie planu działania. Byłam mile zaskoczona tym, jak wielu blogerów przyjechało, by towarzyszyć nam w tych kulinarnych zmaganiach. Wielki Finał wystartował!



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Sztuki & Sztuczki

W Sztukach i Sztuczkach byłam już kiedyś, ale na szalonej nocnej imprezie, i miejsce to, choć pozostawiło genialne wspomnienia, nie kojarzyło mi się z restauracja w ogóle. Byłam lekko zaskoczona informacją, że nim rozkręci się nocne życie, Sztuczki to restauracja właśnie. I przez to też miałam raczej niskie oczekiwania - dotychczas nie trafiłam jeszcze na udane połączenie klubu nocnego z restauracją. Takie miejsce zazwyczaj są przyzwoitymi klubami, jednak z naprawdę kiepską kuchnią. W Sztuczkach przekonałam się, że da się to połączyć, i to w wielkim stylu! Choć od mojej wizyty w tym lokalu minęło już kilka dni, nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem. Tym bardziej, że przy tej wizycie kelnerka nie do końca "ogarnęła", że jestem tam w ramach akcji Blogerzy Smakują, prowadzonej przez portal Uroda i Zdrowie, także byłam traktowana jak całkiem zwyczajny gość.


Sztuczki mieszczą się w podwórku jednej z kamienic ścisłego centrum Warszawy, można się do nich dostać również "od kuchni", przez podwórko kamienicy sąsiedniej, pełne murali i klimatycznych gadżetów. Lokal jest przestronny i bardzo przypomina mi knajpki krakowskie - jest położony na "niższym parterze" dzięki czemu jest pełen typowych dla piwnic zakamarków, korytarzy, sal mniejszych i większych, a sufit pokrywa czerwona cegła. Ucieszyłam się jak małe dziecko widzące górę prezentów pod choinką, kiedy w jednym z zakamarków restauracji odkryłam otwartą kuchnię. Z moich doświadczeń wynika, że to zapowiedź wspaniałej uczty. Kuchnia, która nie wstydzi się umiejętności swojego kucharza i produktów, jakich używa, jest niemal gwarantem  smacznych i świeżych potraw. A do tego możliwość obserwowania szefa przy pracy i wyciągnięcia z niego kilku zawodowych sekretów - to właśnie to co lubię najbardziej.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Restaurant Day: Z winem smakuje lepiej!

Nie pamiętam już, jak trafiłam na ślad Restaurant Day. Czy ktoś mi o tym opowiedział, czy była to sprawka wszechmogącego internetu? Teraz to nie istotne. Dobrze jednak pamiętam, że było to po spożyciu znacznej ilości wina. Oczarowana ideą dnia, w którym, w każdym zakątku świata wielcy pasjonaci gotowania, i małe masuchy mogą otworzyć swoje jednodniowe restauracje, przystąpiłam do działania. Kilka kliknięć, i facebook ogłosił, że otwieram w swoim ogrodzie, restaurację Na Cztery Widelce! Na sto osób... I co ja w najlepsze narobiłam....co ugotować, jakie pozwolenia trzeba mieć, i skąd ja wezmę tyle talerzy?! Ale udało się, na kolacji w ogrodowej restauracji pojawiły się tłumy chętnych. Ich komentarze, zadowolenie, uśmiechnięte gęby pałaszujące tartę czekoladową, zrekompensowały stres i zmęczenie. Zrekompensowały z taką nawiązką, że na dobre wsiąkłam w tajemny świat jednodniowych restauracji. Wkrótce zorganizowaliśmy Wielkie żarcie na tratwie, Restaurant Day: Jesienny Festiwal Zup oraz Restaurant Day: Czas na PIKNIK.


poniedziałek, 16 września 2013

Akademia Smaku

Dzięki Gosi z bloga Tapas de Colores miałam niedawno okazję uczestniczyć we wspaniałych warsztatach w Akademii Smaku Siemensa. Były to nie tylko warsztaty kulinarne, ale przede wszystkim fotograficzne, przygotowane przez Akademię Nikona. Poprowadził je światowej klasy artysta fotograf, Leszek Szurkowski.  Zaczęliśmy od krótkiego wstępu, a ja - nie mogąc się doczekać kulinarnych wyzwań - od buszowania między składnikami rozstawionymi na kuchennych blatach ;)


wtorek, 27 sierpnia 2013

Animelka w sosie szafranowym

Odkryłam, że zapodział mi się gdzieś jeden przepis na grasicę. I to na grasicę w sosie szafranowym! Delikatne mięso wspaniale współgra z bardzo wytrawnym sosem. Dla niektórych może być byt wytrawny, jednak to smak, który wprawia moje kubki smakowe w stan ekstazy ;) Więcej informacji o animelce  - czym właściwie jest, i z czym to się je - znajdziecie we wcześniejszych wpisach: przepisie na grasicę w sosie mango oraz na grasicę w glazurze z ciemnego piwa. 

Składniki:
  • 400g grasicy
  • 2 łyżki masła
  • 1/2 szklanki białego wytrawnego wina
  • 200ml śmietanki 30%
  • sol i pieprz
  • szczypta szafranu



Na samym początku z animelką jest trochę zabawy - namaczamy ją w bardzo zimnej wodzie na minimum godzinę, po czym wrzucamy do wrzącej wody na 2-3 minutki. Obgotowana grasica musi dobrze ostygnąć, wtedy ściągamy z niej błonki. Dalsze przygotowania naszego dania jest bardzo proste. Grasice wrzucamy na rozgrzane masło i obsmażamy na złocisto z każdej strony. Kiedy jest już gotowa solimy ją i oprószamy świeżo zmielonym pieprzem. Na patelnię wlewamy 1/2 szklanki białego wytrawnego wina i zwiększamy ogień.

wtorek, 23 lipca 2013

KULINARNY POZNAŃ - subiektywny mini przewodnik

Przewodnik to szumne słowo na opis kilku tych restauracji, które udało mi się odwiedzić w Poznaniu, ale postanowiłam nie poświęcać każdej osobnego postu, a zebrać je wszystkie w jednym. 
Poznań to jedno z moich ukochanych polskich miast. Dużo zieleni, cudowne kamienice, klimatyczne uliczki, pozytywni ludzie. Czego można chcieć więcej? Oczywiście smacznego jedzenia! I takie udało mi się znaleźć. Jednak Poznań, jak każde miasto ma swoją specyfikę. Krakowskie stare miasto (nie licząc Kazimierza, i kilku wyjątków w okolicach rynku) pełne jest restauracji "niewiadomojakich", z raczej średnim jedzeniem, nastawionych na turystów. Warszawa to TOTALNY misz-masz, w Białymstoku nie znajdziecie prawie nic poza pizzeriami, i to raczej kiepskimi, Rzeszowski rynek okupują kebaby, a w okolicach poznańskiego rynku....w okolicach poznańskiego rynku najwięcej jest chyba tak modnych teraz restauracji z burgerami, i klubów GO-GO! A po za nimi milion cudownych kawiarenek z ukrytymi "tajemniczymi ogrodami" w patio, i kilka wspaniałych restauracji.

czwartek, 23 maja 2013

Grasica z wytrawnym sosem mango

Kolejny przepis na grasicę, tym razem egzotyczniej, z lekką nutą słodyczy. Smak mango i pomarańczy z delikatnie wyczuwalną nutką burbona wspaniale podkreśla maślaną konsystencję grasicy. Uwielbiam mięsa w połączeniu z owocami, a grasica w takim zestawieniu jest obłędna. Jeśli chcecie poczytać o niej troszkę więcej, zapraszam do lektury przepisu na animelkę w glazurze z ciemnego piwa.

Składniki (3 porcje):
  • 500g wstępnie oczyszczonej grasicy
  • sok z jednej pomarańczy 
  • dojrzałe mango
  • szalotka
  • 70ml burbona
  • 2 łyżki masła
  • sól i świeżo zmielony pieprz




Grasicę musimy namoczyć w zimnej wodzie na około godzinę, a następnie wrzucić ją na 3 minutki do wrzącej wody. Kiedy ostygnie usuwamy wszystkie błonki. Gotową, oczyszczoną grasicę wrzucamy na łyżkę rozgrzanego masła i obsmażamy na złocisty kolor, dodając do smaku soli i pieprzu. Grasicę rozkładamy na talerze, a na patelnię wrzucamy pozostałe masło i posiekaną szalotkę. Kiedy lekko się zeszkli dodajemy pokrojone w kostkę mango. po 4-5 minutach całość zalewamy sokiem z pomarańczy i alkoholem (burbona można zastąpić szkocką), i zwiększamy ogień aby płyn się zredukował (odparował). Kiedy sos zgęstnieje, doprawiamy go solą i pieprzem, i wykładamy na usmażone wcześniej grasice. Podajemy z białym chrupiącym pieczywem.

wtorek, 21 maja 2013

Animelka w glazurze z ciemnego piwa

Animelka, to nazwa zaczerpnięta z języka włoskiego: animella - siedlisko duszy. Po polsku nazwa nie brzmi już tak tajemniczo i smakowicie - to po prostu grasica, zwana też "mleczkiem cielęcym". Ten gruczoł, występujący tylko u cieląt, nie wiedzieć dlaczego wraz ze szlachtą wyparował z naszych stołów. Od momentu kiedy go pierwszy raz spróbowałam usilnie poszukiwałam masarza, u którego można ten rarytas dostać. I udało się, choć sprzedawca z lekka się zdziwił, kiedy mu oznajmiłam, że grasica jest dla mnie, nie dla hodowli wybrednych pekińczyków - dostałam 3 kilo za 10zł!! Kiedy we Francji na przykład, grasica osiąga ceny do 50 euro! za kilogram. No cóż - nie od dziś wiadomo, że Francuzi wiedzą co dobre ;)
Dziś mam dla Was pierwszy z trzech przepisów na grasicę - tu inspirowałam się przepisem Roberta Sowy, pozostałe to autorskie wariacje. Jeśli uda Wam się ją gdzieś dostać, musicie spróbować! Można ją przygotować na miliard sposobów. To najdelikatniejsze, maślane mięso o subtelnym smaku...po prostu niebo w gębie!

wtorek, 19 lutego 2013

Sloppy Joe!

Sloppy Joe to kultowe amerykańskie danie. Proste i sycące Mielona wołowina w pomidorowym sosie, który eksploduje w ustach mieszanką ostrych, słodkich i kwaskowatych smaków. Podany w domowej hamburgerowej bułce, z dodatkiem rukoli, karmelizowanej wytrawnej cebulki i sera cheddar staje się idealnym pomysłem na obiad "american style". I koniecznie zaopatrzcie się w śliniaki albo stary t-shirt, którego nie szkoda poplamić ;)

Ps. Jeślli chcecie zobaczyć szanownych jurorów pewnego konkursu ubabranych w moim mięsku, GŁOSUJCIE na moje amerykańskie menu TUTAJ!

Składniki (4-5 osób):

  • 1/2kg mielonej wołowiny
  • średnia cebula 
  • zielona papryka
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 3 łyżki ketchupu
  • 4 łyżki przecieru pomidorowego
  • łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1,5 łyżki cukru
  • 1,5 łyżki octu winnego
  • łyżeczka musztardy Dijon
  • łyżeczka sosu Worcestershire
  • chili
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek
  • do podania - rukola, cheddar, bułki hamburgerowe, czerwona cebulka karmelizowana w czerwonym winie



Na rozgrzaną oliwę wrzucamy mięso. Musi pięknie zbrązowieć, więc nie można go zbyt często mieszać czy obracać, smażymy je na dość dużym ogniu. W tym samym czasie na drugiej patelni, na odrobinie oliwy, podsmażamy pokrojoną w drobną kostkę paprykę i cebulę. Kiedy się zrumienią dodajemy posiekany czosnek, i po chwili zdejmujemy patelnię z ognia. Warzywa dodajemy do podsmażonego mięsa i dokładnie mieszamy dodając sól i pieprz. Po chwili dodajemy pozostałe składniki dokładnie wszystko mieszając. Doprawiamy do smaku chili, solą i pieprzem. Upieczone wcześniej bułeczki rozkrajamy na pół i na dolnej połówce układamy po garstce rukoli.

czwartek, 14 lutego 2013

Dyniowy gulasz z wołowiny

Kobiety (oczywiście nie tylko kobiety) już tak mają, że czasami, na przekór porze dnia czy roku, najdzie je na coś ochota. Raz na gałkę lodów truskawkowych z ulubionej lodziarni w środku nocy, raz na duszoną wołowinę z dynią w środku zimy, kiedy dyni jak na lekarstwo. Na szczęście problemy sprzed kilkudziesięciu lat, nie są już aktualne - mamy w domu zamrażarki, w których możemy kamuflować i ukochane lody, i mrożonki z dynią. Ja do swojego gulaszu wrzuciłam paczkę Fit Mix dyniowy d'aucy.  Choć w opakowaniu, oprócz dyni, są też inne warzywa, do wołowiny pasuje świetnie. Gulasz jest sycący i wspaniale rozgrzewa. Można go podać z kremowym pure lub po prostu z bagietką. Ja polecam bagietkę - można nią później "wylizać" talerz ;)

Składniki (4-5 osób):

  • 500g wołowiny
  • 100g surowego boczku
  • 2 marchewki
  • pietruszka - korzeń i natka
  • 2 duże cebule
  • Fit Mix dyniowy d'aucy (w sezonie 200g miąższu dyni)
  • szklanka czerwonego, wytrawnego wina
  • szklanka przecieru pomidorowego
  • szklanka bulionu wołowego
  • 3 ząbki czosnku
  • łyżka masła
  • 1 papryczka chili
  • słodka i ostra papryka
  • sól i pieprz







Na czystej, dobrze rozgrzanej patelni podsmażamy pokrojony w słupki boczek, który wrzucamy później do brytfanki. Na tłuszczu, który się wytopił obsmażamy kolejno pokrojoną w 1,5 cm kostkę  wołowinę (małymi partiami), pokrojone w plastry marchew pietruszkę, i na koniec posiekane w piórka cebule. Wszystkie składniki mieszamy w brytfance z naszą dyniową mieszanką d'aucy, i zalewamy sosem z wymieszanego wina, przecieru pomidorowego i bulionu. Dodajemy posiekany czosnek, łyżkę ostrej, oraz łyżkę słodkiej papryki. Doprawiamy solą, świeżo zmielonym pieprzem i, w zależności od upodobań całą lub 1/2 posiekanej (bez pestek) papryczki chili.

sobota, 5 stycznia 2013

Gulasz kataloñski - hiszpañska fiesta!

Pisałam już o cyklu spotkań, które organizuje razem z klubem Alkierz, pod dumnie brzmiącą nazwą "Sztuka łączenia alkoholu i jedzenia". W listopadzie łączyliśmy wódkę i zakąskę, w grudniu podawaliśmy hiszpańskie wino do kolacji. Zdradziłam Wam już przepis na Hiszpański deser, czyli flan pomarańczowy. Nadszedł czas na danie główne, które zachwyciło gości, i mnie samą! Do przepisu dołączam dowód - radosne buźki zadowolonych gości ;) Zdobycie tego przepisu było niczym tajna akcja agenta jej królewskiej mości, ale udało się. Przepis pochodzi z domu pewnej hiszpańskiej gospodyni. Tak gotuje pani domu, tak gotowała jej babcia i pewnie prababcia ;) Mięso rozpływa się w ustach, warzywa są miękkie, ale nie rozpadają się, a aromat estragonu, tak nietypowy dla naszej kuchni, jest zniewalający.

Składniki (6 osób):

  • 700g wołowiny (użyłam udźca)
  • 400g wieprzowiny (szynki lub łopatki)
  • 5 ziemniaków
  • 2 duże cebule
  • 2 spore marchewki
  • 400 ml przecieru pomidorowego
  • 300 ml czerwonego wina (najlepiej wytrawnego)
  • 300 ml bulionu wołowego
  • 3 czubate łyżki śmietany 18%
  • paczuszka estragonu
  • łyżka białej gorczycy
  • płaska łyżka ostrej i słodkiej papryki
  • pieprz cayenne
  • sól i pieprz
  • łyżka mąki
  • olej do smażenia


Mięso kroimy w sporą kostkę i małymi partiami obsmażamy na małej ilości dobrze rozgrzanego oleju. Ważne aby na patelni była jedna warstwa mięsa, jeśli będzie go za dużo, zamiast smażyć, zacznie się dusić. Mięso ląduje w sporym garnku. Na patelni szklimy też cebulę pokrojoną w piórka, i dodajemy ją do mięsa. Dodajemy gorczycę i połowę estragonu. Całość zalewamy przecierem pomidorowym, bulionem wołowym oraz winem, i stawiamy na małym ogniu, pod przykryciem. Po 30 minutach od zagotowania dodajemy obraną marchew pokrojoną w grube plastry, i obrane ziemniaki pokrojone w dużą, nieregularną kostkę. Doprawiamy solą, dodajemy resztę estragonu, po płaskiej łyżce słodkiej i ostrej papryki, szczyptę pieprzy czarnego i pieprzu cayenne. Całość dokładnie mieszamy i gotujemy na małym ogniu bez przykrycia przez 45 minut.

sobota, 29 grudnia 2012

Gorditas na Sylwestra!

Gorditas to przepyszna przekąska rodem z Meksyku. Składa się z koszyczka z ciasta francuskiego i farszu przypominającego chili con carne. Będą naprawdę wspaniałym uzupełnieniem każdego imprezowego, a już w szczególności sylwestrowego menu. A jeśli meksykańska kuchnia gryzie się z Waszym planem imprezy proponuję też dwie wariacje w temacie gorditas. Bo koszyczek z ciasta francuskiego jest podstawą do prawdziwego szaleństwa! Można napełnić go różnego rodzaju pastami, mięsem, rybą, a nawet podać na słodko - na przykład z mascarpone i owocami. Dziś przepis na gorditas klasyczne, z twarożkiem i łososiem, oraz gorditas "śmieciowe" ;)

Składniki:

  • 2 arkusze ciasta francuskiego
  • 300g mielonej wołowiny
  • garść kukurydzy konserwowej
  • garść groszku mrożonego
  • przecier pomidorowy
  • czerwona cebulka
  • 3 ząbki czosnku
  • ostra papryczka
  • sól, pieprz
  • jajko


Do stworzenia naszych koszyczków w ciasta francuskiego będą nam potrzebne dwie obręcze - większa i nieco mniejsza. Ale jeśli ich nie mamy możemy poszukać w kuchni zastępstwa. Ja swoje koszyczki przygotowałam używając zwyczajnej filiżanki oraz filiżanki do espresso, która zastąpiła mniejszą obręcz. Większą formą odciskamy parzystą liczbę kółek. Połowę z nich układamy na papierze do pieczenia - to będą nasze spody. Dokładnie nakłuwamy je widelcem i smarujemy wierzch rozbełtanym jajkiem. Z pozostałych kółkach odciskamy mniejszą formę, tworząc małe kółko i otaczającą go obręcz. Nam będzie potrzebna jedynie ta obręcz - stworzy brzegi koszyczka (pozostałe małe kółka możemy po prostu upiec i podać jako krakersy do maczania w jakimś sosiku).

piątek, 14 grudnia 2012

Steak idealny, czyli Cztery Widelce na warsztatach

Opowiem Wam bajkę. Bajkę o małej kuchareczce, która bardzo chciała usmażyć Mężczyźnie na urodziny jego ukochany stek. Stek wyszedł jak pantofelek od Louboutina - piękny, ale całkiem niejadalny. W przypływie rozpaczy kuchareczka wywaliła mięso przez okno, Mężczyznę (biedny nie rozumiał o co te nerwy) za drzwi, a sama, szlochając, spędziła wieczór na kuchennej podłodze... Tak więc kiedy dowiedziałam się, że Mr. & Mrs. Sandman i portal Doradca smaku organizują warsztaty kulinarne, których głównym tematem będzie właśnie stek, już wiedziałam - muszę tam być! Warsztaty odbyły się w Sztuce Mięsa pod fachowych przewodnictwem szefa Maćka Tomaszewskiego i były zaadresowane do blogerów i pasjonatów gotowania. Zapewniono też miejsca dla obserwatorów, którzy mogli słuchać i próbować tego co wyszło spod naszych noży i widelców, Czterech Widelców oczywiście ;)

wtorek, 4 grudnia 2012

Na cztery widelce z Mr. & Mrs. Sandman

Na ostatnim spotkaniu Klubu Kolacyjnego Na Cztery Widelce odwiedzili mnie goście wyjątkowi. Po pierwsze autorzy wciągających tekstów i przepięknych zdjęć, które możecie znaleźć na ich blogu, czyli Mr. & Mrs. Sandman. A na dokładkę mój australijski przyjaciel, Ben. Do tego kolacja inspirowana Hiszpanią, i powstał przepyszny, multikulturowy koktajl! Tym razem w relacji ze spotkania nieco więcej do poczytania, niż obejrzenia, bo bez moich "asystentek" (siostry i przyjaciółki) przyjmując gości i rozrabiając w kuchni, znalazłam niewiele czasu na robienie zdjęć, a ciepłe nastrojowe światło nie jest najlepszym do fotografii niestety.


Państwo Sandman od jakiegoś czasu regularnie gościli w spisie moich  blogowych lektur codziennych. Więc kiedy dowiedziałam się, że ta para, kochająca dobrą kuchnię i stare filmy, pałęta się po mojej okolicy, po prostu musiałam ich zaprosić. W dniu kolacji w radosne przygotowania wkradł się dreszczyk niepokoju...w końcu zaprosiłam ludzi, których tylko wydaje mi się, że znam. Jacy są naprawdę, jak wyglądają, co jeśli nie będzie im smakowało, lub mają po 80 lat i papryczka chilli wykończy ich wątroby...Ta możliwość konfrontacji swoich wyobrażeń po lekturze ich bloga, z tym, jacy są naprawdę, była niesamowicie ciekawym doświadczeniem.

sobota, 24 listopada 2012

Meksykańska zupa gulaszowa

Kolejna zupa z menu Jesiennego Festiwalu Zup. W czasie Restaurant Day mogliście spróbować jej w wykonaniu Emilki, prowadzącej Alternatywę. Piekielnie ostra, treściwa, rozgrzewająca - idealna na jesień!

Składniki:

  • 0,5 kg mielonej wołowiny
  • duża cebula
  • czerwona papryka
  • puszka czerwonej fasoli
  • 1/2 puszki kukurydzy
  • puszka krojonych pomidorów
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 2 papryczki jalapeno
  • pół papryczki chilli
  • 2 papryczki chipotle
  • 200 ml przecieru pomidorowego
  • 300-400 ml bulionu wołowego
  • łyżka mąki
  • 1/2 łyżeczki mielonego kminku
  • sól, pieprz, pieprz cayenne, mielona słodka papryka




W garnku na odrobinie oleju szklimy pokrojoną w kostkę cebulę. Dodajemy posiekany czosnek, a po chwili mielone mięso i wszystko razem przesmażamy. Kiedy wołowina się zrumieni dodajemy łyżkę mąki, mieszamy i dodajemy kolejno krojone pomidory, kukurydzę, fasolę, wszystkie papryczki posiekane w grubszą kosteczkę (oczywiście wcześniej oczyszczone z pestek) i całość zalewamy przecierem pomidorowym oraz bulionem wołowym.

wtorek, 16 października 2012

Tatar!

Bez świeżej, dobrze schłodzonej polędwicy wołowej się nie uda. I musi być siekany, nie mielony - wtedy przestaje być tatarem, jest po prostu mielonym mięsem wołowym ;) Ciężko jest mi zrozumieć osoby, które czują wstręt do tego dania. Ja mogłabym się żywić w sumie tylko tym. Wyrazisty smak mięsa, proste, dodatki...no przekąska idealna. Przekąska...na ostatnim weselu, na które mnie zaproszono, wciągnęłam chyba z pół patery tej przekąski. I nawet nie jest mi głupio ;)

Składniki:

  • świeża polędwica wołowa (100 g na osobę)
  • woda
  • pieprz czarny i sól
  • marynowane pieczarki
  • cebula cukrowa/czosnkowa
  • ogóreczki konserwowe
  • maggi*
  • musztarda Dijon*
  • żółtko, kiełki, granat*

Potrzebny nam będzie BARDZO OSTRY nóż. Tym bardzo ostrym nożem siekamy polędwicę na mikroskopijne kawałeczki. Istnieje specjalna technika siekania mięsa, którą zna i kiedyś zaprezentował mi pewien uroczy Pan, który nomen omen jest Tatarem. Używa się na raz dwóch noży, które w magiczny sposób się uzupełniają i siekają mięso dokładniej i szybciej niż maszynka - patrzyłam z otwartą buzią. Ja tak niestety nie potrafię, więc siekanie zajęło mi dłuższą chwilę. Dla bardzo leniwych pozostają maszynki do mielenia, jednak trzeba uważać, by nie pozostawiały na mięsie metalicznego posmaku.

środa, 1 sierpnia 2012

Leczo prawie węgierskie

Prawie, bo na Węgrzech nie byłam, i nie wiem jak prawdziwe leczo powinno smakować ;) Za to dziś gotuję ze składników przywiezionych przez przyjaciółkę prosto z Węgier (dołączając zdjęcia z miejscowego bazarku paprykowego)! Według tego przepisu leczo robiła moja mama, i to jeden ze smaków mojego dzieciństwa. Pyszny, sycący gulasz z wołowiną. Słodko - ostry, a przede wszystkim mocno paprykowy! W mojej wersji delikatnie podbity czerwonym winem. Polecam przygotowanie wielkiego gara tej potrawy - po każdym odgrzaniu jest smaczniejsza, można ją też łatwo zamrozić. Ale pomijając szczegóły techniczne - leczo jest przede wszystkim nieziemsko dobre. A do leczo, oryginalne węgierskie Egri Bikaver ;)

Składniki:

  • 1 kg wołowiny
  • 4 średnie bakłażany
  • 6 dużych papryk (żółte i czerwone)
  • 3 duże cebule
  • 200ml przecieru pomidorowego
  • 200ml czerwonego wytrawnego wina
  • łyżka koncentratu pomidorowego
  • duża marchewka
  • 10 sporych ziemniaków
  • słodka i ostra papryka w proszku, sól i pieprz
  • wędzona papryka w proszku
  • olej (lub zgodnie z oryginałem tłuszcz wytopiony ze słoniny)


Wszystkie składniki kroimy w sporą kostkę, kolejno podsmażamy na odrobinie oleju i wrzucamy do garnka w którym będziemy gotowali leczo. Dodajemy dwie płaskie łyżki słodkiej papryki, łyżkę papryki wędzonej (jeśli taką mamy) i łyżeczkę papryki ostrej. Ja dodałam też po połowie zielonej i czerwonej ostrej papryczki, oczywiście bez pestek.  Dodajemy spora szczyptę czarnego pieprzu i soli - konkretniej doprawimy całość pod koniec duszenia. Wlewamy wino, przecier pomidorowy i koncentrat, oraz dolewamy wody tak by sięgała odrobinę poniżej składników. Gotujemy na małym ogniu przez około2-3 godziny. Na koniec doprawiamy do smaku solą i papryką. Najlepiej przygotować leczo dzień wcześniej, tak by przez noc składniki dokładniej się przegryzły.