Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 kwietnia 2015

Terrina z wędzonego kurczaka

To danie będzie wspaniałym uzupełnieniem Waszego wielkanocnego stołu. Terrina jest bardzo efektowna, a jednocześnie niezwykle prosta w przygotowaniu. Możecie ją podać jako wędlinę z kremowym chrzanowym sosem, lub na chrupiących tostach, z jajkiem w koszulce i puszystym sosem holenderskim*. Bez względu na to, która wersję wybierzecie, gwarantuję, że Wasi domownicy będą domagali się wprowadzenia jej do stałego świątecznego menu ;)
Jak pewnie poznajecie również do tego przepisu ilustracje pochodzą z aparatu Przemka ze Studia Wasabi ;)

Składniki [standardowej wielkości keksówka]:

·       2 marchewki 
·       2 ćwiartki kurczaka surowe
·       3 ćwiartki kurczaka wędzone
·       Liść laurowy
·       200g masła
·       3 łyżki musztardy francuskiej (ziarnistej)
·       Natka pietruszki
·       2 duże ząbki czosnku
·       200g szynki parmeńskiej
·       Garść obranych pistacji
·       Cebula








Kurczaka wkładamy do zimnej wody i gotujemy około godziny razem z cebulą, marchewkami i liściem laurowym. Lekko przestudzone, ale jeszcze ciepłe mięso oddzielamy od kości i skór. Mieszamy je z masłem, musztardą, posiekaną natką pietruszki, posiekanym czosnkiem. Doprawiamy do smaku solą i dodajemy obrane, posiekane pistacje.

sobota, 4 stycznia 2014

Pieczone kasztany

Zacznę od rzeczy dla większości oczywistej - mowa o specjalnej, jadalnej odmianie kasztanów. Te tak popularne w polskich parkasz kasztany są NIEJADALNE! Odmian jadalnych natomiast jest kilka. Wywodzą się w krajów śródziemnomorskich, a do dalszych zakątków Europy przywędrowały wraz ze starożytnymi Rzymianami. W czasach głodu, czy długich ostrych zim w terenach górskich, były podstawą pożywienia. Dziś są popularną jesienno - zimową przekąską, a u nas wciąż raczej ciekawostką kulinarną. A szkoda, bo kasztany jadalne są niesamowicie zdrowe - zawierają mnóstwo minerałów, tyle samo witaminy C co cytryna, sporo błonnika, i - co dla niektórych kluczowe - są bezglutenowe! Można je nie tylko piec, czy prażyć - świetnie smakują jako pure, duszone w gulaszach, a osobom bezglutenowym poleca się kasztanową mąkę.
Ja kasztanów po raz pierwszy próbowałam w Poznaniu - sprzedawał je chłopaczek prowadzący klimatyczny, rowerowy stragan. Rożek ciepłych kasztanów wspaniale rozgrzewa zmarznięte dłonie, a ich smak poprawia humor nawet w najmroźniejszy dzień zimy.


poniedziałek, 11 listopada 2013

Mule w winie

W końcu dopadłam świeże, moje ukochane małże! Uwielbiam ich delikatny smak, kremową (zdaniem mojej siostry "żujkową") konsystencję, i zabawę jaką jest ich jedzenie. To cudowne danie na romantyczną kolację, i świetne danie na wieczór z przyjaciółkami. Aby się udało, małże muszą być świeże, czyli niestety żywe. Kiedy je kupujemy powinny być zamknięte. Zdarza się, że część jest lekko otwarta, ale jeśli stukniemy jedna o drugą, zaczną się zamykać. Ostateczny test przeprowadzamy juz w domu, myjąc nasze małże - pod lodowatą wodą, wszystkie szczelnie zamknął swoje muszle. Jeśli na jakąś nie podziała ani stukani, ani zimna woda - lepiej się jej pozbyć.

Składniki:

  • 1 kg małży norweskich (muli, małży hiszpańskich)
  • dwie szalotki
  • papryczka chili
  • 8 dużych ząbków czosnku
  • 3 łyżki masła
  • pół butelki białego, wytrawnego wina
  • łyżka śmietany
  • szczypta soli i świeżo zmielonego pieprzu
  • pęczek pietruszki


W rondelku objętością dwa razy większym, niż miejsce jakie zajmą nasze małże, podgrzewamy masło. Szklimy na nim posiekaną drobniutko szalotkę, czosnek i papryczkę chili. Dolewamy białe wino, dodajemy śmietanę, sól oraz pieprz i zwiększamy odrobinę ogień - część wina powinna odparować. Wtedy wrzucamy muszle, i przykrywamy garnek. Po kilku minutach dodajemy pozostałe masło i mieszamy małże.

sobota, 9 listopada 2013

Bonjour, Suzette!

W zupełności nie rozumiałam, na czym miałby polegać fenomen crepes suzette - w końcu naleśnik to naleśnik. Nie rozumiałam, do momentu kiedy nie spróbowałam ich po raz pierwszy. Takie śniadanie to mistrzostwo świata! Delikatne, cienkie naleśniki, pokryte lekką warstwą aksamitnego sosu, wyraźnie pomarańczwego, z maślaną nutą. Czysta perfekcja.

Składniki (10 sztuk):
  • szklanka mąki
  • 3/4 szklanki zimnego mleka
  • 3/4 szklanki zimnej wody
  • 3 jajka
  • szczypta soli
  • szklanka soku Tymbark 100% pomarańcza
  • 5 łyżek masła
  • 5 łyżek cukru
  • *skórka z 1/2 pomarańczy


Podstawowe ciasto naleśnikowe robimy bardzo prosto. Próbowałam kilku przepisów, w końcu idealne proporcje znalazłam na blogu Moje wypieki. Mąkę miksujemy z mlekiem, wodą, jajkami, trzema łyżkami  roztopionego masła i szczyptą soli. Z gotowego ciasta, na dobrze rozgrzanej patelni, małymi porcjami (u mnie wyszła niepełna chochelka na jeden placek) smażymy naleśniki. Gotowe odkładamy na bok. Kiedy wszystkie są usmażone, przygotowujemy nasz sos.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Animelka w sosie szafranowym

Odkryłam, że zapodział mi się gdzieś jeden przepis na grasicę. I to na grasicę w sosie szafranowym! Delikatne mięso wspaniale współgra z bardzo wytrawnym sosem. Dla niektórych może być byt wytrawny, jednak to smak, który wprawia moje kubki smakowe w stan ekstazy ;) Więcej informacji o animelce  - czym właściwie jest, i z czym to się je - znajdziecie we wcześniejszych wpisach: przepisie na grasicę w sosie mango oraz na grasicę w glazurze z ciemnego piwa. 

Składniki:
  • 400g grasicy
  • 2 łyżki masła
  • 1/2 szklanki białego wytrawnego wina
  • 200ml śmietanki 30%
  • sol i pieprz
  • szczypta szafranu



Na samym początku z animelką jest trochę zabawy - namaczamy ją w bardzo zimnej wodzie na minimum godzinę, po czym wrzucamy do wrzącej wody na 2-3 minutki. Obgotowana grasica musi dobrze ostygnąć, wtedy ściągamy z niej błonki. Dalsze przygotowania naszego dania jest bardzo proste. Grasice wrzucamy na rozgrzane masło i obsmażamy na złocisto z każdej strony. Kiedy jest już gotowa solimy ją i oprószamy świeżo zmielonym pieprzem. Na patelnię wlewamy 1/2 szklanki białego wytrawnego wina i zwiększamy ogień.

wtorek, 21 maja 2013

Animelka w glazurze z ciemnego piwa

Animelka, to nazwa zaczerpnięta z języka włoskiego: animella - siedlisko duszy. Po polsku nazwa nie brzmi już tak tajemniczo i smakowicie - to po prostu grasica, zwana też "mleczkiem cielęcym". Ten gruczoł, występujący tylko u cieląt, nie wiedzieć dlaczego wraz ze szlachtą wyparował z naszych stołów. Od momentu kiedy go pierwszy raz spróbowałam usilnie poszukiwałam masarza, u którego można ten rarytas dostać. I udało się, choć sprzedawca z lekka się zdziwił, kiedy mu oznajmiłam, że grasica jest dla mnie, nie dla hodowli wybrednych pekińczyków - dostałam 3 kilo za 10zł!! Kiedy we Francji na przykład, grasica osiąga ceny do 50 euro! za kilogram. No cóż - nie od dziś wiadomo, że Francuzi wiedzą co dobre ;)
Dziś mam dla Was pierwszy z trzech przepisów na grasicę - tu inspirowałam się przepisem Roberta Sowy, pozostałe to autorskie wariacje. Jeśli uda Wam się ją gdzieś dostać, musicie spróbować! Można ją przygotować na miliard sposobów. To najdelikatniejsze, maślane mięso o subtelnym smaku...po prostu niebo w gębie!

środa, 13 czerwca 2012

Tosty francuskie

Chyba mój jedyny śniadaniowy grzeszek, któremu nie potrafię się oprzeć...chrupiąca skórka o maślanym posmaku, miękkie aromatyczne wnętrze, i koniecznie szklanka mleka lub mocno mleczna kawusia! No czy tosty francuskie nie są śniadaniem idealnym? :) A do tego świeże truskawki (których cały zapas zjedli mi wieczorem) lub domowy dżem malinowy i ręcznie zbierane jagody w sosie własnym...

Składniki:

  • chałka
  • 2 jajka
  • 1/2 kubka mleka
  • kardamon
  • cynamon
  • cukier puder
  • dżemik/świeże owoce
  • masło/olej







Powiem to po raz kolejny - nic prostszego w świecie! Chałkę (najlepiej taka kilkudniową, nie prosto z pieca) kroimy w dość grube kromki. Tak przynajmniej na grubość kciuka. Jajka roztrzepujemy w misce razem z mlekiem, łyżką cukru pudru i doprawiamy według upodobań kardamonem i cynamonem. Chałkę wkładamy do miski i czekamy aż ładnie nasiąknie jajkiem z obu stron. Smażymy na małym ogniu, na maśle lub odrobinie oleju na ciemny, złocisty kolor. A później to już szaleństwo - owoce, cukier puder, nutella...

środa, 16 maja 2012

Eklerki lukrowane czekoladą

Obudziłam się rano z dziką ochotą na coś słodkiego. Cały ranek kręciłam się po kuchni nie mogąc skonkretyzować tego pragnienia. I nagle spłynęło oświecenie - EKLERKI! Zrobię kruchutkie eklerki z idealną bitą śmietaną i delikatnym czekoladowym lukrem. I zjem je z truskawkami! I okazało się, że to wcale nie takie trudne do zrobienia, jakby się mogło wydawać. Tylko jakoś tak się zamyśliłam, i lekko mi się przypiekły ;) A przy okazji przypominam Wam o moim KONKURSIE ;)

Składniki (14 sztuk):

  • 120ml wody
  • 2 jajka
  • 90g masła
  • 100g gorzkiej czekolady
  • 75g mąki tortowej
  • 130g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 500ml śmietanki


Najpierw przygotowujemy masę na ciasto ptysiowe. Do rondelka wrzucamy 50 g masła pokrojonego w kostkę, szczyptę soli i wlewamy wodę. Podgrzewamy do momentu kiedy masło się rozpuści. Zwiększamy ogień, doprowadzamy do intensywnego wrzenia i natychmiast zdejmujemy rondelek z ognia. Dodajemy mąkę i mieszamy drewnianą łyżką do momentu kiedy składniki zaczną tworzyć "kulę". Jajka ubijamy w oddzielnym naczyniu i dodajemy stopniowo do pozostałych składników cały czas mieszając. Powinna powstać gładka i jednolita masa. Szybko przekładamy ciasto do rękawa cukierniczego z szeroką końcówką, lub do torebki z odciętym rogiem.  Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wyciskamy "eklerki" o długości około 10cm. Trzeba zachować między nimi odstęp, aby w czasie pieczenia się nie posklejały. Blachę wstawiamy do nagrzanego do 220 stopni piekarnika (na środkowym poziomie) i  pieczemy przez 30 minut. W tym czasie ubijamy dobrze schłodzoną śmietankę z 50g cukru pudru.

poniedziałek, 19 marca 2012

Na cztery widelce moich pierwszych gości

Czyli pierwsi goście w klubie kolacyjnym. Pierwsza kolacja, po której jestem już w pełni przekonana, że Na cztery widelce w takiej właśnie formie, to strzał w dziesiątkę. Kolacja inspirowana kuchnia włoską, kuchnia włoska inspirowana wiosenną tęsknotą za słońcem. I wyszło po włosku - smacznie, głośno i radośnie. Nie zawiodły nie tylko nowe przepisy, ale przede wszystkim goście. Zaproszone przyjaciołki z podstawówki - bożee...podstawówka! kiedy to było?! - przyprowadziły koleżanki z pracy. I jakoś tak się złożyło, że złożyło się z nas całkiem kolorowe towarzystwo.


Możliwośc poznawania nowych ludzi, poznawania historii ich życia, to jedne z najwspanialszych przeżyć, jakich możemy doświadczać. I tak wczoraj w tygielku babskich pogaduszek wylądował olej kokosowy - do włosów i smażenia (?), kuzyn boskiego Enrique, faceci zdobyci (lub nie do końca) dzięki popisom kulinarnym, hiacynt, ktory otrzymał imię Krokus (będzie stał obok doniczki z wiecznie zielonym Wojtusiem), lekcje salsy i plany założenia rodziny w małej afrykańskiej wsi Maputo. I mogę wymieniać jeszcze długo...