poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Restaurant Day - moja jednodniowa restauracja

Tak, zrobiłam to! I wygląda na to, że się udało! Wczoraj o 17:00 w Supraślu, na moim uroczym podwórku, na ten jeden wyjątkowy wieczór swe podwoje otworzyła restauracja Na Cztery Widelce! Stu gości, grubo ponad sto porcji pysznego jedzenia, sto procent niesamowitej atmosfery.



Ale pozwolicie, że zacznę od początku, i będę z Wami szczera. Zaczęło się to tak, że wróciłam do domu późną nocą/wczesnym rankiem z jakiejś bajecznej imprezy, całkiem wstawiona, i na facebooku zauważyłam jakiś artykuł o Restaurant Day. I pojawiła sie myśl swawolna - Tak! Zrobię to! Otwieram restauracje!! Stworzyłam więc facebook'owe wydarzenie i poszłam spać. Kiedy się obudziłam, chętnych było już tylu, że głupio było mi się wycofać. Za to zaczęło do mnie docierać w co się wpakowałam. Nakarmić 100 osób?! Gdzie ja ich pozadzę?! skąd wezmę talerze?! I jak na boga moja mała kuchenka pomieści tyle jedzenia...
Okazało się, że jakoś pomieści ;)
 Dzięki pomocy moich cudownych sióstr i przyjaciółek powstały proste, klimatyczne dekoracje, lampiony ze słoików i kilka bibelotów na stoły. Tak by wszystko pasowało do mojego dzikiego, leśnego ogrodu. Ułożyłam menu, zrobiłam zakupy, pożyczyłam stoły ogrodowe od znajomych, zebrałam zastawę, i wzięłam się za gotowanie - gotowałam dwie doby! A to wszystko z połamanym paluszkiem prawej stopy ;) 






Później dziewczyny pomogły mi też wszystko ogarnąć. Dwie zostały pięknymi kelnereczkami w fartuszkach podarowanych przez firmę Home Look, a Bogu zajęła miejsce jako "Pani Na Zmywaku". A zmywak był w brodziku kabiny prysznicowej, bo nie było szans, aby to się pomieściło w zlewie! ;) 



Goście pojawili się wszyscy, wszyscy zostali nakarmieni i mam nadzieję, że wrócili do domu zadowoleni. Najszybciej zniknęła zupa meksykańska i wszystkie przystawki. Desery też nie narzekały na bark popularności. 











Oczywiście nie obyło się bez pomyłek. Ani ja, ani moje pomocnice nie mamy doświadczenia w gastronomii, więc wielu rzeczy nie udało nam się przewidzieć, popełniłam kilka małych  błędów...ale to będzie cenna wiedza na następny raz ;) Na szczęście goście byli wyrozumiali - w końcu to miała być zabawa w restaurację :)
Ostatni goście wyszli przed 1:00, ja poszłam spać po 2:00...a dziś od 7:00 kontynuowałam zmywanie ;) Podsumowując - trzy połamane paznokcie, dwa oparzenia, jeden odcisk od siekania, kilka kilometrów wydreptanych przez kelnereczki, prawie ponad 300 porcji smakołyków wydanych i ponad 300 talerzy umytych, i wielka potrzeba pójścia już spać. Ale przede wszystkim poczucie, że zrobiliśmy coś naprawdę fajnego!

25 komentarzy:

  1. rewelacja, podziwiam za odwagę! ja tez chce:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Domyślam się jak dużo pracy musiało Cię to kosztować... Gratuluję odwagi! Nie przypuszczałam, że tak wiele osób uda się przyciągnąć :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgłoszeń było dwa razy tyle! Ale 200 osób to przesada nawet jak na moje chore ego ;)

      Usuń
  3. Co za szalony i fantastyczny pomysł! Widzę, ze wyszło wspaniale: imponujące menu, dekoracje... Do tego uroku dodaje fakt, ze kolacja odbyła się pod chmurką... Niesamowita akcja, nie miałam nawet pojęcia o tym, że można coś takiego zorganizować i wziąć w tym udział... Gratuluję pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie następna edycja :)

      Usuń
  4. Wielkie gratulacje;)Cóż przy tak ogromnej satysfakcji zrobienia" czegoś naprawdę fajnego" znaczy odcisk od siekania:P Świetna robota i te 300!!! Poproszę jak najszybciej o powtórkę mam bliziutko więc na pewno się wproszę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następne wydarzenie już niedługo ;) Tylko z miejscami już ciężko...
      https://www.facebook.com/events/352302331514933/

      Usuń
  5. Kapitalny pomysl - gratuluje odwagi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak już pisałam, to nie odwaga - to wino ;)

      Usuń
  6. Super pomysł !!!!
    Mialyscie sporo pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I dlatego ja po imprezie na Facebooka nie wchodzę ;p Żałuję, że mnie to ominęło.

    Pozdrawiam,
    Mrs.S.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję odawgi i sukcesu jednodniowej restauracji. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Było rewelacyjnie, drobne niedociągnięcia każdy wybacza. Przecież o zabawę chodziło!

    P.S. nigdy nie jadłam tak pysznej tarty czekoladowej! Żałowałam, że nie zamówiłam 4, na przystawkę, jako zupę, danie główne i deser;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć :)Przepis od dawna jest na blogu :)

      Usuń
  10. Podziwiam ! odkryłam dzięki Tobie że będzie kolejny taki dzień .. i kto wie może tym razem pod Krakowem będzie taka jednodniowa restauracja ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też przyjaciółki z Krakowa nękają, żeby w końcu coś tam zorganizować, więc może faktycznie następna edycja będzie należała do małopolskie ;)

      Usuń
  11. Supraska Magda Gessler nam się objawiła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i teraz zastanawiam czy to miał być komplement, czy wręcz przeciwnie :P

      Usuń
  12. 300 porcji! Ja się powoli zbieram do RD tylko mam lekkiego cykora. Na pewno bym organizowała w Krakowie, tylko tu z miejscówką może być trudno. Niby miałam małą wprawkę ale to było kilkadziesiąt porcji ciasta. A ty miałaś 300 porcji w tym obiady! Podziwiam. Może zrobię jednodniową kawiarenkę- tak ponoć też można. Już się przekonałam, że to bardzo miłe jak ludzie chcą jeść moje wytwory, a takie relacje jeszcze bardziej mnie zachęcają. Myślę że jak dojdzie co do czego to postawię na naczynia jednorazowe ;) (eleganckie znajdę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że kawiarenkę można! Możesz nawet sprzedawać lizaki z balkonu ;) Zdecyduj się, bo to na prawdę super doświadczenie - polecam :D

      Usuń
  13. Absolutnie boski pomysł :D

    OdpowiedzUsuń